Ryczałty w sieciach komórkowych – co zrobi TP/Orange ?

Od kwietnia 2012 wszystkie sieci komórkowe oferują abonament w postaci ryczałtu na połączenia do innych sieci komórkowych (+ opcja darmowych połączeń na numery stacjonarne – w ofertach biznesowych bez dodatkowej dopłaty). Ceny zaczynają się od 79zł brutto.

Już niebawem dojdzie do rebrandingu marki TP w Orange. Zapowiadane są nowe oferty.
W obecnej sytuacji rynkowej stawiam na takie rozwiązania:

1) Orange (TP) przestanie rozliczania za połączenia miastowe, czyli wew. miasta rozmawiamy za darmo, taka usługa powinna być dostępna w taryfie od 30zł, maks 40zł. Połączenia międzymiastowe, za maks 19gr.
2) taryfy za 50-65zł – dające darmowe połączenia na wszystkie numery stacjonarne
3) taryfy za 80-100zł dające poza darmowymi połączeniami wew. kraju + darmowe połączenia na numery stacjonarne w EU i USA.

W opcji 1 i 2 połączenia międzynarodowe na nr stacjonarne powinny zostać obniżone do stawek krajowych (czyli maks 19gr). Połączenia na telefony komórkowe nie powinny kosztować więcej niż 29gr.

Każdy ma telefon komórkowy a w nim stawkę 29gr na komórki, więc TP nie powinna zawyżać tej ceny. I tak już masę ludzi nauczyli, ze “na komórki dzwonimy z komórki”.

Usługi typu prezentacja numeru powinny być za darmo.

Sieć TP-Orange powinna postawić na ryczałty na numery stacjonarne w celu zwiększenia liczby numer – abonentów stacjonarnych. W końcu każdy taki aktywny numer to przychód dla sieci.
Poza tym TP powinna zauważyć bardzo dużą rzesze Polaków którzy mieszkają zagranicą. W Polsce zostają rodziny, znajomi. Najtańszy sposób komunikacji to posiadanie zagranicą telefonu komórkowego i dzwonienie na polskie numery stacjonarne.
Lecz dla wielu najniższy abonament w okolicach 30zł jest za dużym kosztem – jeśli jego jedynym celem jest obieranie połączeń, wiele osób rezygnuje z niego nie akceptując powyższej ceny.

Kiedyś TP wychodziła z założenia – okej dajemy tani abonament, ale połączenia są drogie. Dziś się to nie sprawdza, gdyż z racji posiadania telefonów komórkowych, drogie połączenia z telefonu “domowego” powodują bierność w jego użytkowaniu.

Reasumując przyszłość dla TP & Orange widzę w tanich abonamentach telefonicznych oferujących ryczałty oraz na usługach typu szybki internet stacjonarny oraz nowoczesna telewizja po kablu telefonicznym (obecną ofertę TV TP ani nowoczesną ani atrakcyjną nazwać nie można).

Zobaczymy z czasem ile powyższego się sprawdzi w nowej ofercie TP & Orange.

ps niższe ceny typu 30-40-50zł nie muszą być “wizualnie” zamieniane na 29zł – 39zł – 49zł, ale oczywiście mogą.
Za to podane powyżej ceny typu 80-100zł będą zamienione na 79zł czy też 99zł.
W przypadku wyższych cen jest to konieczne.

Zarządzanie prawdziwym miastem jako gra online.

Parę lat temu uwielbiałem grać w  Sims City. Gra ta polegała ona na zarządzaniu miastem, ustalaniu planów przestrzennych, wysokości podatków, opłat miejskich, inwestycji, zgadzania się na inwestycje typu kasyno itp. Na żywo człowiek widział statystyki, analizy liczby mieszkańców, wpływów oraz wypływów środków finansowych itp
Modnym ostatnio termeniem jest grywalizacja, Wiki definiuje ją tak: “Grywalizacja lub gryfikacja (ang. gamification) – wykorzystanie mechaniki znanej np. z gier fabularnych i komputerowych, do modyfikowania zachowań ludzi w sytuacjach niebędących grami, w celu zwiększenia zaangażowania ludzi. Technika bazuje na przyjemności, jaka płynie z pokonywania kolejnych osiągalnych wyzwań, rywalizacji, współpracy itp. Gryfikacja pozwala zaangażować ludzi do zajęć, które są zgodne z oczekiwaniami autora projektu, nawet jeśli są one uważane za nudne lub rutynowe.”. Czyli m.in. bierzemy jakieś ciekawe aspekty z gier i wykorzystujemy je “w realu”. Poza tym tak jak “mówi Wiki” zwiększa się zaangażowanie ludzi, a ten aspekt w społeczności jest bardzo ważny.
James Surowiecki w swojej książce Mądrość Tłumu głosi: że tłum jako masa ma w większości wypadków racje. Jedni są skraini w jedną stronę, inni w drugą – ale średnia przeważnie wychodzi prawidłowa.
I tak sobie myślę, czy realne jest, abyśmy zarządzali miastami – jak grą typu Sims City.
W moim mieście żyje 200 tyś osób, załóżmy że 10% brałoby udział w takiej grze, zarządzaniu. Czyli mamy mądrość masy 20 tyś osób. Dużo!
Radnych w mieście jest 25. Mądrość głosów 20 tyś osób na pewno byłaby większa niż 25 radnych.
Za pomocą gry online, podejmujemy więc decyzje, widzimy budżet, wydatki dzisiaj jak i te planowane miasta jak i pojedynczych miejskich instytucji. Widzimy też wpływy z podatków jakie generują firmy działające na danym terenie.
Poza tym niczym jak na mapie google obserwujemy wizualizacje miasta, terenu. Możemy wspólnie zastanawiać się nad modernizacjami danych przestrzeni.
Widzimy zniszczony chodnik, w grze nie ma problemu wymieniamy go na nowy i od razu wyświetla się nam koszt. Tak samo posadzone każde drzewo. Wydatków zawsze będzie więcej niż przychodów. Dlatego “mądrość masy” musi wybrać te najważniejsze. Poza tym gracze – mieszkańcy mogą skupić się również na pozyskiwaniu nowych firm – podatników dla miasta. Inne aspekty to monitowanie przestępczości, natężenia ruchu, poziomu edukacji w publicznych szkołach etc.
Wszystko jawne, aktualizowane na bieżąco.
Poza mądrością tłumu wykorzystujemy sztuczną inteligencje / moc analityczną komputera, serwera. Tłum podejmuje decyzje np. o modernizacji szkoły, ale system może to zweryfikować np. analizując dane statystyczne – niże/wyże demograficzne itp.  Np może wyjść że nie ma sensu remontować małej szkoły, tylko ją rozbudować, bo z racji napływu młodych ludzi do danej części miasta będzie tutaj potrzebna większa placówka.

Premium Biznes Content TV / VOD

W czasie “Dni Kariery” organizowanych przez UMK, mieliśmy przyjemność gościć w Grodzie Kopernika coacha Alexa Barczewskiego autora bloga ALEXBA.eu.
Alex dał bardzo ciekawy, „pożywny” wykład dający przez długi czas uczucie sytości.

Lecz to uczucie z czasem mija, chcemy więcej, lecz taki człowiek jest już gdzieś indziej…

Alex dzieli się z młodymi ludźmi swoją wiedza i doświadczeniem za pomocą bloga jak i takich wykładów (których nie udziela wielu). Blog dociera do każdego, wykłady jeszcze nie (może z czasem video i youtube?).

Rok temu pisałem o pomyślę Edukacji Biznesowej w Telewizji, czyli doradzaniu firmom jak mogą rozwiązać różne problemy. Nowa telewizja TTV – odpaliła taki program, nazywa się Biznes Reaktywacja i reformuje się w nim “małe biznesy”. Z każdego odcinka można jakaś wiedzie wyciągnąć (trzeba tylko uważanie oglądać).
Lecz ciągle zastanawia mnie czy któraś w platform satelitarnych odpali kiedyś medium z treścią premium, czyli już z takim prawdziwym know how.

Są dwie wiedze – jedna, na której się zarabia. Ja wiem, Ty nie – mogę Ci ją sprzedać… Drugi rodzaj wiedzy charakteryzuje się tym, że również jest jej deficyt ale osoby które ją posiadające bez problemu się z nią dzielą. Dla dobra młodszych pokoleń, dla idei, dla autopromocji– wiele powód.

Fajnie jakby te dwie wiedzy były w formie video dostępne w serwisach typu VOD. Ta druga wiedza, może być również za darmo udostępniana w sieci. Ta pierwsza, gdzie mamy sporo know how powinno być udostępniana w formie odpłatnej. Np. w systemie video VOD. W dekoderach mamy funkcję VOD filmów, klikamy na wybrany tytuł i oglądamy. Do rachunku dolicza się 6-14zł.
Fajnie, jeśli powyższą wiedzę też w takiej formie moglibyśmy kupić.

Ważne jest, aby osoby dzielące się swoją wiedzą dostały bardzo wysokie wynagrodzenie (od 10 tyś przez 100 tyś zł i dalej). Za małe pieniądze nikt w eter nie będzie puszczał prawdziwego know how. Autorzy Harvard Bussines Review dostają bardzo dobre wynagrodzenie za swoje artykuły, wynika to m.in. z wysokiej ceny magazynu (w Polsce 119zł) oraz wydawania go w wielu krajach.

Celem jest edukowanie dziesiątek tysięcy zainteresowanych osób w każdym kraju. Tak jak media potrafią masowo ………. Tak i powinny masowo udostępnić możliwość edukacji i rozwoju.

Ważnym na pewno czynnikiem jest ochrona tego kontektu przed piractwem, aby dla wszystkich stron się to opłacało – wiele osób musi wnieść opłatę, czy to za pojedynczy wykład/szkolenie w VOD np. 20-100zł czy też za ryczałtowy dostęp do kanału 50-200zł (ale bardziej widzę stawki typu 50-200 euro).

Szkolenia mogą być odtwarzane w formie VOD jak i być pokazywane na żywo – z interakcją „TV-słuchaczy” – czyli dekoder podpięty jest do Internetu, do sprzętu podpięta jest również klawiatura oraz kamera. W formie chatu zadajemy pytania do prowadzącego.

Kupowanie cegiełek charytatywnych w sieciach sprzedaży.

Dziś w czasie jednych warsztatów kreatywnych wpadł mi do głowy o to taki pomysł.
W sieci hipermarketów Real przy kasie mamy kupony z kodem kreskowym, dzięki nim możemy kupić doładowanie telefonów (różne nominały oraz sieci) czy też zagrać w różne gry Lotto.
Uważam, że w taki sam sposób można by wspierać inicjatywy charytatywne – lokalne, krajowe i poza granicami.
Kupując doładowanie czy też los lotto w Realu dostaje paragon niefiskalny potwierdzający to zdarzenie (kod z doładowaniem jest niefiskalny). Podobny niefiskalny paragon – kupon dostajemy za butelki z kaucją…
Fajnie by było móc w czasie zakupów w tak prosty sposób mieć opcje wsparcia różnej maści inicjatyw.

Videobook – kiedy w dekoderach telewizji ?

Definicja videobook jaką znalazłem mówiła, że jest to książka w wersji np. na tablet rozwinięta o dodatkowe materiały np. video. Moja definicja jest inna. Videobook czyli czytanie książki na wizji. Każdego audiobooka ktoś czyta, siedzi przy stoliku ma mikrofon przy twarzy … Czemu, by nie można tego nagrać w formie video? Wtedy wpuszczamy taką video książkę do VOD platform cyfrowych, dzięki temu możemy usiąść wygodnie w kanapie i słuchać danej książki patrząc jednocześnie na lektora. Studio jak i sam lektor na wizji nie mogliby rozpraszać uwagi. Książkę w takiej formie możemy sprzedawać na rozdziały – w końcu mało realne jest przesłuchanie/przeczytanie całej książki w jeden wieczór dla większości ludzi… Dla kogo oferta? Dla każdego, a wszczególności osób które mają problem ze wzrokiem, osób starszych, mieszkających samemu i chcących aby ktoś im poczytał taką książkę. Oczywiście możemy to rozwinąć również o bajki dla dzieci…

Plusem dla wydawcy sprzedaży książki w takiej formie (tzn za pomocą dekoderów sieci SAT/kablowych) jest większa trudność z “ripowaniem” takiego utworu w porównaniu do sprzedaży online…

Oczywiście “videobook na tv” możemy urozmaicić o zdjęcia, wykresy, ilustracje itp materiały które umieszczamy w książce…

Jak Wam podoba się ten pomysł ?

Pomysł na biznes – Prenumerata Bonus System

Witam Wszystkich po długiej przerwie nie pisania na blogu. Nie ma czym się usprawiedliwiać – tylko powiedzieć sobie wprost – Maciej musisz lepiej organizować swój czas. Lecz przejdźmy do kolejnego pomysłu, którego roboczą nazwę zawarłem w tytule. Zastanawiając się nad bonusami dla pracowników jakie serwują pracodawcy doszedłem do wniosku, że nie ma formy stałego “bonusowania” tańszej niż np. karty sportowe czy medyczne. Wpadłem na pomysł takiego o to produktu, pomysłu na biznes.

Pracownik dostaje od firmy – szefa co tydzień / miesiąc wybrane przez siebie czasopisma. Nie brańżowe, bo te “z zasady” się należą ;] ale np. Newsweek, Film, Focus, Viva itp Czyli: pracownik dostaje nagrodę w postaci rocznej prenumeraty, za którą płaci firma. Dostaje ją min tak długo jak trwa prenumerata. Prenumerata jest płatna z góry, więc nie można po pół roku powiedzieć, sorry ale tniemy koszty (…) Kto daje i zabiera … ;] Ale z drugiej strony jeśli rozwiąże się umowę z danym pracownikiem – firma może kontynuować prenumeratę albo dostać zwrot za numery, które zostały do końca.
Inna opcja jest taka: ze dane działy/biura wybierają sobie tytułu i firma takie magazyny zamawia. Np. Panie w księgowości zamawiają sobie Vive, Show, Avanti itp a Panowie z działy logistyki: Auto Świat, a dział IT oczywiście prenumeratę Travel – w końcu nie prasy komputerowej – ile można czytać o sprzęcie ?! ;]
Jakie są koszty? Np. w przypadku Newsweeka to 5x 4 czyli 20zł, miesięczniki to około 10zł. Czyli dużo mniej niż abonamenty sportowe (70-150zł) czy medyczne (50+zł). Poza tym dochodzą rabaty – zależne od wielkości zamówienia.

Drodzy pracodawcy inwestujcie w swoich pracowników, inwestycja w kadry jest bardzo ważna!

Sieć korporacyjna – aplikacja w telefonie.

W firmach korzystamy z sieci korporacyjnych sieci GSM. Krótsze numery, darmowe połączenia wew sieci itp. Pracownicy się zmieniają, dochodzą nowi. Nie ma szans, żeby co róż aktualizować bazę telefonów i nazw kontaktów w telefonie. Powinna być aplikacja dla urządzeń mobilnych, w której dostępne były by wszystkie aktualne numery telefonów jak i nazwy użytkowników. Aplikacją zarządzamy przez www, sama aktualizuje się ze wszystkimi telefonami w firmie. Powinna działać min. na androdzie oraz symbianie Nokii. Dużo firm ma zasadę “tylko Nokia” stąd potrzeba, aby soft był dostępny również pod te telefony.
Aplikacja może być w stylu aplikacji z bazą numerów taksówek – “Złap Taxi” (którą polecam).

Kupony rabatowe razem z efakturą w pdf.

Dzisiaj wpadł mi taki o to pomysł. Mamy efaktury, ewyciągi w różnych formach m.in. wysyłane w pdf.
Np. Telekomunikacja Polska wysyła od dawna lekkie i czytelne faktury. 1wsza strona to faktura, 2 to wyciąg, a trzecia mogła by być stroną rabatową. Czyli np. paski – kupony rabatowe do wydrukowania, wycięcia i przekazania przy kasie. Taka TP może zrobić zasadę, że promuje w ten sposób tylko firmy które korzystają z jej usług. Takie kupony może wręcz do e-faktury dodawać gratis. W końcu będzie też to jakaś wartość dodana dla klientów. A sami klienci zamiast analizować fakturę będą przechodzić do trzeciej strony.

Zapalniczka która uratuje (…) już jest!

W poście “Zapalniczka” która uratuje czyjeś życie, pisałem o mojej wizji urządzenia które posiada w sobie: GPS, moduł GSM oraz przycisk SOS. Z pomysłami jest tak, że to co wpadnie nam do głowy na 100% wpadło też komuś innemu w naszym globalnym społeczeństwie. Ważniejsze od samego pomysłu jest jego realizacja. Firma Goclever Technology wprowadziła produkt o którym wtedy pisałem. Brawo dla nich!

Więcej:

http://www.telix.pl/artykul/goclever-big-i–system-monitoringu-gsm-,40347.html

Edukacja biznesowa w telewizji.

Większość kanałów w telewizji to tzw. “sieczka”. Coraz więcej osób mówi dumnie, że nie ogląda telewizji. Z jednej strony zgadzam się z tym poglądem, z drugiej w dobie kanałów tematycznych można znaleźć naprawdę ciekawą treść. Programami, którymi ludzie biznesu powinni się zainteresować są wszelkiej maści rewolucje. BBC emituje m.in. programy Kuchenne Rewolucje (wydanie z UK oraz USA) oraz program Hotel w opałach. Szczególnie polecam amerykańskie wydanie Kuchennych Rewolucji. Z racji, większego budżetu (więcej ludzi ogląda = więcej można wydać na 1 odcinek = odpowiedź dla czego Polskie wydanie jest tak skromne w porównaniu do tego z USA) najwięcej się dzieje, są pokazane “najcięższe przypadki” właśnie na tamtym rynku. Program ten pokazuje ludzkie błędy w prowadzeniu biznesu, w relacjach z ludźmi, w zarządzaniu personelem, w zatrudnieniu na stanowisku managera nie kompetentnych ludzi. Poza tym kwestie jakości, wystroju, podejścia do klienta, jak i do samego produktu. Full darmowego know how, które jest uniwersalne, w sensie dotyczy nie tylko branży gastronomicznej. Ludzie którzy mają restauracje (ale nie tylko!), albo myślą o jej założeniu (ponoć, każdy kto chciałby iść na swoje, a nie dokładnej koncepcji swojego biznesu myśli o “własnej knajpie”) powinien takie produkcje oglądać (+ czytać książki, prasę, oraz blogi ludzi z branży). To jest takie minium, aby poza dużumi chęciami i wiedzą na temat samego produktu nasz biznes wypalił. Co z tego, że lubimy i umiemy gotować, jak nie znamy się np. na wystroju wnętrz przez co nasza knajpa będzie wyglądać koszmarnie?
Dla ludzi z branży hotelowej – polecam program Hotel w opałach. Oczywiście, żeby wynieść coś z tych programów trzeba mieć sporo pokory i dystansu do siebie! W kuchennych rewolucjach jest sporo emocji, ale zawsze na koniec uczestnicy programu przyznają Gordonowi Ramsay pełną racje.
Za to w USA bardziej wymagający ludzie biznesu też znajdą programy dla siebie. Czytałem o stacji (nie pamiętam niestety nazwy) premium, działającej jak HBO. Czyli płacisz co miesiąc abonament, dostajesz programy wyższej jakości. Programy są o tematyce biznesowej, prowadzą je m.in. Jack Trout, Philip Kotler itp. Dzielą się oni w jakimś stopniu swoim know how, ciekawymi spostrzeżeniami itp. Liczę że w Polsce też pojawią się bardziej specjalistyczne kanały premium. Dzięki którym m.in. small biznes w interesującej formie video miałby możliwość edukacji i rozwoju.

Wyprzedaże – czemu na zachodzie są większe okazje.

Często zastanawiamy się czemu okazje “na zachodzie” są dużo większe niż w Polsce? Można rzec, że tam handlowcy się “nie cackają” i “tną ceny równo”. Wynika to z dużo większej zamożności tamtych społeczeństw i tego, że większość klientów dokonuje (sporych)

zakupów przed okresem wyprzedaży. Czyli producent np. odzieży generuje spory zysk przed wspomnianym okresem, przez co może pozwolić sobie na późniejsze mocnie-jsze redukcje cen. Jaki z tego morał? Jako obywatele powinniśmy dążyć do tego, abyśmy jako społeczeństwo byli coraz bogatsi. Im więcej ludzi zamożnych kupujących nowe kolekcje, tym więcej okazji na wyprzedażach. I to dotyczy całej gospodarki, więcej bogatych ludzi w społeczeństwie = mniej zamożnym obywatelom żyje się też coraz lepiej. Dlatego “paradoks” jest taki, że idee (wysokie podatki wobec zamożnych i ogólnie polityka wysokich podatków) lewicowych organizacji de facto uderzają najbardziej w ich “teoretyczny elektorat”. Więc dążmy do tego, aby większość z nas było stać na regularne zakupy nowych produktów + cieszmy się potem z prawdziwych okazji na wyprzedażach.

Vending Marketing


Zanim przejdę do motywu promocji za pomocą maszyn vending-owych, wstępem opowiem o usłudze “Places” jaką niebawem będzie oferował Facebook w Polsce. Spora część użytkowników tego portalu korzysta z niego przez nowoczesne telefony – smartfony, posiadają one nie tylko możliwość instalacji aplikacji typu Facebook, ale również GPS. Przez co aplikacja FB może wiedzieć gdzie dokładnie przebywamy i dzielić się tą wiadomością z 1) naszymi znajomymi 2) reklamodawcami. Czyli będąc w danej lokalizacji w naszym telefonie może wyświetlić się wiadomość: “Wpadnij na kawę do lokalu ABC, którą zaraz miniesz po prawej stronie, ciastko gratis”. Podobne działania, możemy zastosować używając automatów z gorącymi napojami, puszkami czy batonami. Jeśli dane urządzenie należy do niezależnego przedsiębiorcy, który sam wybiera co za pomocą niego sprzedaje możemy wykorzystać je do promocji. Załóżmy, że dany automat stoi w gmachu uczelni wyższej, czyli korzystają z niego studenci oraz pracownicy naukowi. Tagi target może być zainteresowany produktami typu książki, korepetycje itp. Możemy więc stworzyć nalepkę reklamową, którą przyczepimy na każdy produkt (na puszcze może to być miejsce kodu kreskowego). Oczywiście nie zrobimy tego sami, jak również nie będzie to za darmo. Musimy znaleźć lokalnego operatora tego automatu i na taki rodzaj odpłatnej promocji się dogadać. Możemy np. nalepić treść reklamową: “5zł rabatu na każdą pozycje! Księgarnia Kodeks zaprasza, ul. Przy uczelni 1″ “Pizzeria ABC zaprasza Studentów WSB. Za okazaniem nalepki, duży napój gratis!”, poza tym sama uczelnia może w ten sposób promować np. swoje studia podyplomowe, szkolenia itp. Jeśli automat jest w biurowcu, możemy skierować komunikaty z inną ofertą/komunikatem. Poza tym kubeczki od kawy możemy wykorzystać do budowania pozytywnego wizerunku naszej marki. Jeśli dany automat wytwarza dobrą kawę, to w czasie jej spożywania i zauważania naszego logo na kubeczku będziemy mieć dobre skojarzenie z naszą marką. Za pomocą tego nośnika mogą promować się m.in banki, sieci komórkowe. Oprócz samego loga, możemy umieścić informacje np. o atrakcyjnych kredytach studenckich itp.

Sprzedaż mp3/audiobook za pomocą dekoderów telewizji cyfrowej.

Stacje muzyczne (które oferują muzykę od rocka, przez pop, house, hiphop, jazz, kończąc na muzyce poważnej) oglądamy/słuchamy dla muzyki która nam się podoba. Dobrą opcją było by umożliwienie zakupu mp3 z piosenką, która w danym momencie leci na danym kanale. Czyli stwierdzam, że dany utwór chcemy mieć np. w swoim mp3 playerze, klikam guzik “Kupuje” na pilocie i dany utwór 1) ściąga się na pamięć USB podczepioną do dekodera cyfrowej telewizji 2) plik mp3 jest wysyłany na nasz email 3) na stronie www tworzy się lista utworów które kliknęliśmy, możemy zweryfikować listę i ściągnąć te które najbardziej najbardziej się nam podobają.
Płatność za mp3 była doliczana do rachunku za płatną telewizje.

Poza tym dekodery, a dokładnie mówiąc operatorzy mediów cyfrowych powinny zaoferować w opcji VOD możliwość odpłatnego ściągnięcia audiobooka na dysk dekodera. Audiobook może być wzbogacony o nagranie video przedstawiające aktora/lektora czytającego daną książkę.

Polowanie na znajomych w social media – im więcej, tym lepiej! Ale…

Obecnie mamy kilka źródeł informacji w sieci 1) Dr Google w którym sami wyszukujemy informacji 2) Parę stron – portali które odwiedzamy regularnie typu Rp.pl Wp.pl itp 3) portale społecznościowe typu Facebook. Informacja w 2 i 3 dociera do nas podobnie. Ktoś umieszcza informacje a my jeśli spodoba się nam nagłówek czytamy ją w całości lub “biegniemy dalej”. Ten ktoś to znajomy lub interesujący fan page (tak, fan page prowadzone na Facebooku mogą być ciekawe i agregować interesujące treści!) – w końcu wystarczy, żeby prowadził daną stronę interesujący człowiek. A dokładnie osoba mająca m.in. podobne do naszych zainteresowania, poglądy, itd Więc taki znajomy czy też takowa strona, dostarcza nam najciekawsze linki/informacje z globalnej sieci. My robimy to samo…

Mówi się, że człowiek może mieć maks 150 znajomych z którymi utrzymuje kontakt i większa ich liczba m.in. na Facebooku czy Naszej-Klasie jest bezcelowa. Jeśli znajomym jest osoba, która z którą kiedyś tylko graliśmy parę razy w kosza (i nic więcej) to fakt, może tak być. Lecz spójrzmy na ilość znajomych z innej strony, jeśli będziemy na Facebooku wyszukiwać ciekawych ludzi i dodawać ich do znajomych dostaniemy od nich ciekawą treść. Np. mając w kontaktach podróżnika dostaniemy “za friko” m.in. fotograficzne relacje z różnych części świata oraz możliwość zadania pytania np. dotyczącego wyprawy. Więc powoli stajemy się łowcami ciekawych kontaktów, dzięki którymi wiedza z dziedziny która nas interesuje płynie i dociera do nas szybciej (albo w ogóle dociera!).

Jak powyższy post ma się do biznesu i komunikacji firm ze swoimi klientami? Wnioski są takie:

  • Firma na Facebooku konkuruje ze znajomi danego klienta, nie ma różnicy między stroną kumpla Jana Kowalskiego, a marki Jana Niezbędnego. Jak Jan Kowalski będzie nudził to naciśniemy “ukryj posty Jana …” (tak jest taka opcja!) To samo ma się marki – można nacisnąć ukryj to co piszę (lub po prostu wypisać się z fanów danej strony).
  • Jak zaczniesz działać na Facebooku – pomyśl, że nie tworzysz strony firmy-marki, tylko stronę człowieka np. siebie albo właściciela firmy dla której to robisz. Myśl nad taką treścią, aby ludzie lubili sami z siebie chcieli do Ciebie zaglądać, czytać co piszesz oraz rozmawiać z Tobą…
  • Czyli po prostu bądź dobrym znajomym dla swoich klientów !

Karta typu Multisport razem z ofertą banków – czekam!

Dobrym produktem na rynku są karty typu Multisport. Uprawniają one do nielimitowanego wchodzenia m.in. na baseny czy siłownie. Niestety są one oferowane dla firm zatrudniających min 10 osób (plus min 10 kart trzeba wykupić), przez co sporo osób nie  ma do nich dostępu. Czekam, aż banki udostępnią taki produkt jak ROR + karta płatnicza + wspomniana wyżej karta. Oferując taką ofert bank zyskał by moją lojalność + zysk z innych operacji (np. płatności kartą). Za konto z takim extra produktem jestem gotów płacić 99-129zł na miesiąc (99zł umowa np. na 2 lata + inne warunki…), 129zł (umowa np. na rok, plus mniej wymagań np. odnośnie płatności kartą, czy wysokości wpływów na konto).
Na czym zarabiają dostawcy tej usługi/karty?
- na skali
- na statystyce
- na naszym lenistwie
- na snobiźmie
Gdyby wszyscy użytkownicy kart regularnie (30 dni, 12 miesięcy) korzystali z wejść na obiekty sportowe, to dostawcy tych kart dawno zakończyli by swój biznes. Zarabiają de facto na tym, że po wzmożonej aktywności  na początku, z czasem nasza aktywność opada. 1 wizyta na basenie na tydzień – tak trzymaj, z chęcią powiedział by Ci dostawca takiej karty (w końcu koszt takowej karty dla firm to około 150zł, a 4 wejścia na basen to maks 40zł…). Inny czas zarobku dla tych firm to okres wakacji – aktywności poza zamkniętymi obiektami oraz m.in. wtedy kiedy klient jest chory i z tego powodu nie korzysta z obiektów.
Ale od strony użytkownika, chcącego podpisać lojalkę na 12 – 24 miesiące (nie łudzę się, że bez lojalki czasowej taka karta mogła by wejść do oferty banków) sprawa wygląda tak: że zyskuje on motywacje do regularnych ćwiczeń (co jest największą wartością), brak opłat przy każdorazowym wejściu oraz przy regularnym korzystaniu niższą cenę za usługę (w sensie suma biletów za 20-30 wejść przewyższyła by mocno wspomniane wyżej kwoty).
De facto czy dany produkt ma szanse wejścia na rynek zależy od badań w których analizowane było by m.in. czy większość z nas ma tzw. “słomiany zapał”.

Centrum handlowe, market zagranicą – inny świat marek

Przez pewien okres żyłem zagranicą – w Anglii. Doszedłem wtedy do ciekawej refleksji, że człowiek ma tam w 90% umysł wolny od marek. Media jakie do mnie docierały to de facto prasa jaką czasem kupowałem, do sieci miałem ograniczony dostęp, tak samo do telewizji. Z racji, że w tamtych okresie nie byłem tak komunikatywną osobą jak teraz, moje relacje z tubylcami też były ograniczone. Czyli odchodziło kolejne medium – rekomendacje innych ludzi.
Zakupu możemy podzielić na te w hipermarketach, dyskontach oraz centrach handlowych. Świat marek własnych w sklepach typu Lidl wiadomo jaki jest, te same marki co w Lidlu w Polsce. Zupełnie inaczej wyglądały zakupy np. w dużych hipermarketach Tesco. Poza paroma markami globalnymi typu Pepsi, wszystkie pozostałe były inne, nieznane mi. Niektóre produkty znane w Polsce pod daną marką, w Anglii były dostępne pod inną – ale to był tylko mały %. Reszta to były nowe marki, nowe opakowania, nowe produkty. Swoje decyzje zakupowe podejmowałem w 100% w sklepach w których robiłem zakupy. Przez co decyzje podejmowałem głównie na podstawie ceny jednostkowej produkty, promocji (typu kup 3, zapłać za 2), opakowania, informacji ogólnych umieszczonych na nim (teraz bym bardziej dokładnie sprawdzał skład…). Głównym czynnikiem była jednak cena, inna kwestia jest taka, że kupowałem tylko to co potrzebowałem, świat marek które mijałem w tych sklepowych alejach nie wpływał na mnie.
Równie, ciekawym odczuciem były zakupy w centrach handlowych. Gdzie znów pojawiły się nieznane mi marki m.in. firm odzieżowych. Jest to bardzo fajna sytuacja, bo człowiek nie utożsamia się z żadną marką, nie ma też do żadnej uprzedzeń, wchodzi do prawie każdego sklepu. I znów na atrakcyjność danej oferty rzutowała cena + promocje, plus oczywiście sam produkt.
Dochodzimy do znanej refleksji, że po to budujemy markę itp. żeby nie konkurować /działać samą ceną. Ale de facto chciałem na coś innego zwrócić uwagę. Mianowicie na fakt, że osoba z innego kraju, inaczej może dokonywać decyzji zakupywanych w naszym markecie, centrum handlowym. Ciekawym badaniem, może być zaproszenie np. Japończyka, Greka, Amerykanina do sklepu i po proszę ich o zrobienia zakupów. Dostają kartkę w swoim języku + tłumaczenie na polski. A potem zapytanie ich czemu kupili np. ten sok a nie inny. Za pewne wskażą ciekawe detale produktu lub ekspozycji które miały wpływ na ich decyzje. Takie samo badanie możemy przeprowadzić, też przy starcie nowego produktu, marki.
Inną ciekawą refleksje – odczucia miałem korzystając z tamtego systemu bankowego. Nie znałem terminologii finansowej, nie wgłębiałem się w pisane „angielskim maczkiem” regulaminy i oferty (z tego powodu, z innych usług jak ROR i karta płatnicza nie korzystałem). Tak jak w Polsce za sprawą Internetu czułem się obeznany w tych wszystkich produktach (typu oszczędzanie, rodzaje kart i kont itp.) to tam w banku czułem się jak mało kumaty człowiek, który skazany jest de facto na uczciwość sprzedawcy w tej instytucji (co akurat w Anglii nie jest problemem – tam np. seniorowi nie wciska się funduszy inwestycyjnych, ani innych nie potrzebnych mu ofert, można rzec można tam w większym stopniu zaufać pracownikowi banku [btw mój rocznik to 1985 – więc wspomniany senior to (jeszcze) nie o mnie;]).

Marka YouTube poza siecią – czyli w życiu offline

YouTube staje się najbardziej popularną marką w dziedzinie rozrywki, muzyki, video. Poza tym w przeciwieństwie do innych marek (MTV, Disney) jest to marka dopasowana do każdego człowieka indywidualnie. Marki m.in. innych mediów mają określone skojarzenia i reprezentują określone gusta np. fan rocka nie będzie chodził w odzieży brantowanej logiem stacji VIVA (muzyka pop itp.). A jak jest z YouTube? Jest to miejsce gdzie każdy sam wyszukuje to co go interesuje, czyli można to nazwać medium dla każdego i każdemu inaczej się kojarzące. Przez co z tą marką dużo więcej osób może się utożsamiać. Kwestią czasu, jest jak polski gigant odzieżowy LPP (Reserved, House), zacznie drukować na koszulkach, bluzach itp. logo YouTube.
PS niebawem wszystkie dobre filmy będziemy oglądać przez YouTube, stąd kupując nowy telewizor pamiętaj, aby miał opcje podłączenia do Internetu oraz m.in. powyższy serwis zaimplikowany w sobie.

Masz e-sklep? Dogadaj się z wydawcą prasy.

W wielu tytułach prasowych mamy recenzje wielu produktów np. filmów dvd, książek itp. Pod każdym opisem np. książki powinien być “szybki link” do twojego sklepu typu sklep.pl/2212133. Przepisuję taki link i wchodzę od razu do sklepu gdzie mogę dany towar kupić. Czyli unikam kontaktu z Dr Googlem. Często się zdarza, że szukamy danej pozycji, wyskakują dobrze wypozycjonowane sklepy a tam tego towaru nie ma na stanie. Oczywiście nie mówię o bestsellerach ale np. książkach z danego fachu, dziedziny. Wydawca prasy otrzymuje od Ciebie, sporą prowizje. Czyli np. jeśli masz na każdej książce 20zł marży, dzielisz się min. 50% z wydawcą, czyli przelewasz jemu 10zł za zakup który został dokonany z bezpośredniego linka. Dodatkowo, dajesz mu % od koszyka zakupów, który klient zrealizuje w czasie tego wejścia. De facto prowizje podobne jak w zakupach grupowych. My dajemy Ci “darmową reklamę”, ale Ty dajesz nam spory % od zakupów. Tu i tu chodzi o przyciągniecie klienta, zarobienie na całym koszyku i jego przyszłych powrotach. Oczywiście jeśli promujemy się tak w kilku tytułach to w “szybkim linku” musimy zawrzeć też numer polecającego. Jak Wy to widzicie?

ps. te założenie może dotyczyć każdego produktu, w tym elektroniki, ciuchów itp. Prasa drukowana może stać się katalogiem z linkami do e-sklepów.

Kod kreskowy w reklamie prasowej + myszka jako skaner.

Firmy w swojej pracy operują kodami kreskowymi, używają do tego czytników podczepionych do komputerów. Konsumenci zaczynają również skanować kody swoimi telefonami np. w sklepie stacjonarnym sprawdzają dzięki temu cenę danej pozycji online. Biorę np. książkę do ręki, skanuje i wiem po ile jest m.in. na allegro. Pytanie dlaczego tak samo nie może być z reklamowanymi produktami? Widzę w prasie reklamę danego produktu, przy zdjęciu powinien być również wydrukowany kod kreskowy. Dzięki czemu skanuje reklamę i od razu wyświetlają mi się wyniki sklepów gdzie mogę dany towar kupić. Skaner kodów może być np. “ukryty” w myszce od komputera. Szczególnie mysz bezprzewodowa (czyli bez kabla z przodu) może służyć nam jako skaner. Jak Wy to widzicie ?

Były pracownik, a nie niezadowolony klient tworzy kryzys w Social Media.

Uważam, że posty niezadowolonych klientów m.in. na naszej stronie w mediach społecznościowych nie są niczym złym. Dzięki nim szybko dowiadujemy się o różnych problemach, możemy szybko zareagować, wyprostować problem i zakończyć wszystko pozytywnym efektem. Przypomina to sytuacje branży motoryzacyjnej kiedy pojawiły się defekty w nowych autach. Firmy typu Toyota, przyznały się, zapraszały do serwisu (kontaktu), naprawiały, dawały coś extra (np. wymiana oleju) i wszyscy byli zadowoleni. Podobnie może być w social media (czyli relacjach firma-klient np. na Facebook.com). Dużo gorzej jest jak kryzys mamy wywołany byłym pracownikiem. Po czym poznać, że mamy z nim do czynienia? O to lista cech takiego “ataku”:

  • posty pisane są przeważnie anonimowo (z fikcyjnego konta)
  • taki człowiek posiada dużo energii, która może przełożyć się na długi i intensywny atak
  • atak słowny jest mało merytoryczny i mocno ogólny (niezadowolony klient “czepia się” tylko spraw którego go dotyczą np. “kiedy Wasz serwis naprawi mi produkt”, “kiedy dostanę korektę faktury, przecież tamta była zawyżona!”
  • niezadowolonego klienta łatwo namówić do kontaktu i można z nim rozwiązać problem. Były pracownik będzie długo psuł nasz profil i nie będzie zwracał uwagi na nasze prośby.
  • były pracownik zacznie udzielać “dobrych rad” czyli m.in. zdradzać różne wyliczenia. Mało komu się chce edukować innych w social media, były pracownik z chęcią będzie informował ludzi że taka oferta się nie opłaca, że u konkurencji to jest lepsze itp.
  • dojdzie do obrażania naszych zaangażowanych fanów strony, nasz ex pracownik nie może wyobrazić sobie że ktoś za darmo chce wspierać daną markę, że chce pomóc innym klientom. Pojawią się oskarżenia, że ktoś chce pracować dla danej marki, dlatego jest taki aktywny. Plus wyśmiewanie, że dana firma ma tą aktywną osobę gdzieś (tak jak ma “mnie jako byłego pracownika”). Może to spowodować wygaśniecie aktywności danego fana marki. Poza tym może taki user dojść do wniosków, że faktycznie marka/firma mnie nie docenia. I że w sumie to wszystko jest bez sensu, po co mam być aktywny (ten problem opiszę w innym poście).

Jeśli któryś z naszych aktywnych użytkowników, wyczuje że dany “troll” jest byłym pracownikiem i go zdemaskuje są duże szanse na opanowanie sytuacji. Ważne, aby dobrze podejść do takiego człowieka, i pokazać mu inne cele i priorytety życiowe na jakich może się skupić. Plus m.in. uświadomić, że na przyszłych rozmowach o pracę będzie musiał coś powiedzieć o firmie/ofercie/marce dla której pracował. I nie może to być coś negatywnego.

Edit: takie samo zachowanie jak były pracownik może stosować w “czarnej komunikacji” wobec nas nieuczciwy konkurent.

Follow

Get every new post delivered to your Inbox.

Join 129 other followers